Przebudzenie Mocy

Trzeba zrobić wielkie wejście... Nie, wcale nie. A może jednak? Zrobimy po mojemu. Czyli jak? Tym razem postaram się niczego nie schrzanić...)

Witam serdecznie każdego, kto zbłądził w internetowych odmętach i trafił właśnie tutaj!
  Tak, mówię do Ciebie. Ale może najpierw się przedstawię... Jestem Peverell. Vivianne Peverell. I mam zamiar spróbować swoich sił (z niewielką pomocą Mocy może się uda) w przedstawieniu Wam historii. Niejednej, daj Merlinie. Nie obiecuję, że będzie pięknie, to mój pierwszy raz, jeśli mogę się tak wyrazić. Trzymajcie kciuki i różdżki w pogotowiu, bo czeka nas niejeden wybuch, jak sądzę.
  Żywię szczerą nadzieję, że nie będzie bardzo źle... Może tylko troszkę. Ale raz kozie śmierć.

Tutaj z chęcią odpowiem na wszystkie Wasze pytania dotyczące mojej skromnej osoby.

6 komentarzy:

  1. Hej :3
    Jak długo piszesz? Z skąd czerpiesz inspiracje? Co lubisz sluchać? Lubisz komiksy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A witam :D
      Ekhem... ekhem...

      Jak długo piszę?
      Szczerze mówiąc, nie wiem. Nie mam za sobą jakiegoś pokaźnego bagażu doświadczeń ani warsztatu, a to tutaj nazywam moim pierwszym opowiadaniem, za które naprawdę się wzięłam. Poza tym, pisałam głównie jakieś szkolne zadanka, w których opowiadania czy rzeczy ciekawsze od sprawozdań też się pojawiły. Ale publikuję właściwie po raz pierwszy, a wiek, który ze sobą noszę (ah te 15 lat)... no cóż, powinno mi to wychodzić lepiej, jak sądzę. Szacując ilość przepisanych lat... może trzy, cztery. Ale liczę tu głównie szkolne pisanie, z czego zbyt dumnym być nie można, o ile w ogóle.

      Z czego czerpię inspirację?
      Wydaje mi się, że głównie z głowy. Pomysł po prostu "wpada". Czasem coś, zobaczę, usłyszę, zauważę... Z głowy i ze świata.

      Co lubię słuchać?
      Właściwie wszystko (poza dico polo i reggae). Przez muzykę klasyczną (głównie pianino), pop i rap, aż do rocka. Uwielbiam Imagine Dragons, Bring Me The Horizon, Yurimę, One Republic, Eminema i ten cały popowy garnizon, ale to głównie wybrane piosenki.

      Lubisz komiksy?
      Uwielbiam bohaterów komiksowych i w serialach czy filmach o nich jestem zanurzona po uszy. Wolverine ( <3 ), Arrow, Flash, Avengersi, Batman, Spiderman... i jeszcze trochę. Jeśli o same komiksy się rozchodzi, jeszcze żadnego nie przeczytałam, więc trudno mi się określić. Ale przypomniałaś mi, że trzeba się wreszcie wziąć za siebie :D

      Usuń
    2. Jejciu :3
      Komiksy ti ja bardzo kocham :3. Podobnie jak ty uwielbiam Avengersów, Wolverine po ostatnio filmie pokochałam, Flaha :* a Batman moim boyem :D. To widać po historii na moim blogu i nazwie :3

      Usuń
  2. Po raz pierwszy wstapilam na Twojego bloga i jako pierwszą zakładkę do obejrzenia wybrałam twoją.
    Ty lubisz Star Warta?! Snzjuxbsbxus *,* Tak wnioskuję po "Przebudzeniu Mocy" oraz wielokrotnie występującej w tej zakładce "Mocy" lub czegoś, co kojarzy mi się z Łotrem 1, czyli "wybuchem" xD Mam nadzieję, że ogolnikowo zrozumiałaś zdanie. Tak więc chcę się zapytać: jaka jest twoja ulubiona cześć? Kto jest twoim ulubionym bohaterem i dlaczego? Oglądałaś Łotra 1? XD Jeśli Tak, to co uważasz o tym filmie?
    No, to skoro skończyliśmy ten temat... jakie fanfiction najczęściej czytujesz? Wolisz happy endy czy sad endy? I czy Ciebie też prześladuje jakieś fatum, przez które umierają wszyscy twoi ulubieni bohaterowie, zaś Ty masz potem depresję przez kilka ładnych dni?
    Huh, się rozpisalam xD
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, przeczytałam prolog i jestem już pewna, że oglądałaś Łotra 1 xd

      Usuń
    2. Cóż, nie da się ukryć, Star Wars kocham całą sobą :D
      Muszę przyznać, że uwielbiam wszystkie części, trochę niżej w hierarchii znajdują się te dwie najnowsze ("Łotr" i "Przebudzenie mocy"), ale jeśli mam wybrać jedną... chronologicznie, część numer sześć "Powrót jedi". Mój wybór jest spowodowany głównie sceną końcową, gdy duch Anakina pojawia się przy Obi-Wanie i Jodzie, nie można wtedy powstrzymać łez...

      Ulubiony bohater? To jest zdecydowanie trudne pytanie... Chyba koniec końców padłoby na Anakina. Jest jeszcze Han Solo, oczywiście, i Chewbacca i C-3PO... Ale jednak Anakin.
      Dlaczego? On jest jednym z tych bohaterów, których kocha się od samego początku. Ja też go pokochałam - małego chłopca, małego geniusza o ogromnych możliwościach i potencjale. I tak go kochałam, część za częścią. Za to, co robił i jak to robił, za jego miłość do Padme, za jego umiejętności. Nawet za to, w jaki sposób się uśmiechał. Jest przy tym dowodem na to, że każdy może się złamać, może ulec - dlatego został Darthem Vaderem. Jednocześnie rozumiałam te decyzje, które go sprowadził na ciemną stronę - przecież wszystko zaczęło się właśnie od miłości, wielkiej miłości, tak silnej, że aż zaślepiającej. Rozumiałam, ale wciąż miałam żal, że to Anakin, ten, który miał być najlepszym z Jedi... Nigdy tak nie pokochałam Luke'a, o ile w ogóle mogę powiedzieć, że go lubiłam. A Anakin w ostatecznym rozrachunku okazał się tym dobrym, okazał się prawdziwym uczniem Obi-Wana, udowadniając kolejną prawidłowość - nigdy nie jest za późno, dla nikogo. Zginął, fakt, ale w jakim stylu. Już nie jako Vader, ale Jedi, Anakin. Co o tu dużo mówić, kocham go całym sercem.

      Jak już zdążyłaś zauważyć, "Łotra" oglądałam. Oczywiście, efekty specjalne wyglądały zjawiskowo, szczególnie w porównaniu do tych sprzed 2000 roku. Ale bardzo się zawiodłam na samej akcji i fabule, tak jak na "Przebudzeniu mocy". Gdy teraz tak o tym myślę, właściwie tylko efekty wspominam sympatycznie... Źle dobrani aktorzy, szczególnie Cassian ze swoim wąsem... Nie, nie zbyt mi się podobał. Nie mogę powiedzieć, że nie było w ogóle żadnych fajnych momentów, bo były, ale plusy zdecydowanie nie przeważają minusów.

      Moim najczęstszym czytanym fanfiction jest, oczywiście, dramione, na palcach jednej ręki mogę wyliczyć jakiekolwiek inne.

      Zdecydowanie happy endy. Czasem tak sobie myślę, że te szczęśliwe zakończenia to takie oklepane... Ale jak przychodzi co do czego i ktoś zakończy sad endem, pukam się w czoło, ledwie widząc przez łzy i uświadamiam sobie, że wolałabym inne zakończenie. Takie bardziej happy. Chociaż, niektóre opowiadania, kończące się smutno, też zaliczam do mojej grupki "ulubionych".

      Czy to jest fatum... nie wiem. Ale umierają i to niejednokrotnie. Zarówno w fanfiction, książkach, jak i filmach, co powoduje niekończące się rozpamiętywania oraz ciche groźby w kierunku autora... Żadnych z nich nie wcieliłam w życie, dodam dla uspokojenia.
      Jeszcze nie...

      Z nadzieją, że uznasz moje wywody za satysfakcjonujące, pozdrawiam serdecznie i dziękuję za Twoje zapytania

      Vi

      Usuń