Przebudzenie Mocy

Trzeba zrobić wielkie wejście... Nie, wcale nie. A może jednak? Zrobimy po mojemu. Czyli jak? Tym razem postaram się niczego nie schrzanić...)

Witam serdecznie każdego, kto zbłądził w internetowych odmętach i trafił właśnie tutaj!
  Tak, mówię do Ciebie. Ale może najpierw się przedstawię... Jestem Peverell. Vivianne Peverell. I mam zamiar spróbować swoich sił (z niewielką pomocą Mocy może się uda) w przedstawieniu Wam historii. Niejednej, daj Merlinie. Nie obiecuję, że będzie pięknie, to mój pierwszy raz, jeśli mogę się tak wyrazić. Trzymajcie kciuki i różdżki w pogotowiu, bo czeka nas niejeden wybuch, jak sądzę.
  Żywię szczerą nadzieję, że nie będzie bardzo źle... Może tylko troszkę. Ale raz kozie śmierć.

Tutaj z chęcią odpowiem na wszystkie Wasze pytania dotyczące mojej skromnej osoby.

9 komentarzy:

  1. Hej :3
    Jak długo piszesz? Z skąd czerpiesz inspiracje? Co lubisz sluchać? Lubisz komiksy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A witam :D
      Ekhem... ekhem...

      Jak długo piszę?
      Szczerze mówiąc, nie wiem. Nie mam za sobą jakiegoś pokaźnego bagażu doświadczeń ani warsztatu, a to tutaj nazywam moim pierwszym opowiadaniem, za które naprawdę się wzięłam. Poza tym, pisałam głównie jakieś szkolne zadanka, w których opowiadania czy rzeczy ciekawsze od sprawozdań też się pojawiły. Ale publikuję właściwie po raz pierwszy, a wiek, który ze sobą noszę (ah te 15 lat)... no cóż, powinno mi to wychodzić lepiej, jak sądzę. Szacując ilość przepisanych lat... może trzy, cztery. Ale liczę tu głównie szkolne pisanie, z czego zbyt dumnym być nie można, o ile w ogóle.

      Z czego czerpię inspirację?
      Wydaje mi się, że głównie z głowy. Pomysł po prostu "wpada". Czasem coś, zobaczę, usłyszę, zauważę... Z głowy i ze świata.

      Co lubię słuchać?
      Właściwie wszystko (poza dico polo i reggae). Przez muzykę klasyczną (głównie pianino), pop i rap, aż do rocka. Uwielbiam Imagine Dragons, Bring Me The Horizon, Yurimę, One Republic, Eminema i ten cały popowy garnizon, ale to głównie wybrane piosenki.

      Lubisz komiksy?
      Uwielbiam bohaterów komiksowych i w serialach czy filmach o nich jestem zanurzona po uszy. Wolverine ( <3 ), Arrow, Flash, Avengersi, Batman, Spiderman... i jeszcze trochę. Jeśli o same komiksy się rozchodzi, jeszcze żadnego nie przeczytałam, więc trudno mi się określić. Ale przypomniałaś mi, że trzeba się wreszcie wziąć za siebie :D

      Usuń
    2. Jejciu :3
      Komiksy ti ja bardzo kocham :3. Podobnie jak ty uwielbiam Avengersów, Wolverine po ostatnio filmie pokochałam, Flaha :* a Batman moim boyem :D. To widać po historii na moim blogu i nazwie :3

      Usuń
  2. Po raz pierwszy wstapilam na Twojego bloga i jako pierwszą zakładkę do obejrzenia wybrałam twoją.
    Ty lubisz Star Warta?! Snzjuxbsbxus *,* Tak wnioskuję po "Przebudzeniu Mocy" oraz wielokrotnie występującej w tej zakładce "Mocy" lub czegoś, co kojarzy mi się z Łotrem 1, czyli "wybuchem" xD Mam nadzieję, że ogolnikowo zrozumiałaś zdanie. Tak więc chcę się zapytać: jaka jest twoja ulubiona cześć? Kto jest twoim ulubionym bohaterem i dlaczego? Oglądałaś Łotra 1? XD Jeśli Tak, to co uważasz o tym filmie?
    No, to skoro skończyliśmy ten temat... jakie fanfiction najczęściej czytujesz? Wolisz happy endy czy sad endy? I czy Ciebie też prześladuje jakieś fatum, przez które umierają wszyscy twoi ulubieni bohaterowie, zaś Ty masz potem depresję przez kilka ładnych dni?
    Huh, się rozpisalam xD
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, przeczytałam prolog i jestem już pewna, że oglądałaś Łotra 1 xd

      Usuń
    2. Cóż, nie da się ukryć, Star Wars kocham całą sobą :D
      Muszę przyznać, że uwielbiam wszystkie części, trochę niżej w hierarchii znajdują się te dwie najnowsze ("Łotr" i "Przebudzenie mocy"), ale jeśli mam wybrać jedną... chronologicznie, część numer sześć "Powrót jedi". Mój wybór jest spowodowany głównie sceną końcową, gdy duch Anakina pojawia się przy Obi-Wanie i Jodzie, nie można wtedy powstrzymać łez...

      Ulubiony bohater? To jest zdecydowanie trudne pytanie... Chyba koniec końców padłoby na Anakina. Jest jeszcze Han Solo, oczywiście, i Chewbacca i C-3PO... Ale jednak Anakin.
      Dlaczego? On jest jednym z tych bohaterów, których kocha się od samego początku. Ja też go pokochałam - małego chłopca, małego geniusza o ogromnych możliwościach i potencjale. I tak go kochałam, część za częścią. Za to, co robił i jak to robił, za jego miłość do Padme, za jego umiejętności. Nawet za to, w jaki sposób się uśmiechał. Jest przy tym dowodem na to, że każdy może się złamać, może ulec - dlatego został Darthem Vaderem. Jednocześnie rozumiałam te decyzje, które go sprowadził na ciemną stronę - przecież wszystko zaczęło się właśnie od miłości, wielkiej miłości, tak silnej, że aż zaślepiającej. Rozumiałam, ale wciąż miałam żal, że to Anakin, ten, który miał być najlepszym z Jedi... Nigdy tak nie pokochałam Luke'a, o ile w ogóle mogę powiedzieć, że go lubiłam. A Anakin w ostatecznym rozrachunku okazał się tym dobrym, okazał się prawdziwym uczniem Obi-Wana, udowadniając kolejną prawidłowość - nigdy nie jest za późno, dla nikogo. Zginął, fakt, ale w jakim stylu. Już nie jako Vader, ale Jedi, Anakin. Co o tu dużo mówić, kocham go całym sercem.

      Jak już zdążyłaś zauważyć, "Łotra" oglądałam. Oczywiście, efekty specjalne wyglądały zjawiskowo, szczególnie w porównaniu do tych sprzed 2000 roku. Ale bardzo się zawiodłam na samej akcji i fabule, tak jak na "Przebudzeniu mocy". Gdy teraz tak o tym myślę, właściwie tylko efekty wspominam sympatycznie... Źle dobrani aktorzy, szczególnie Cassian ze swoim wąsem... Nie, nie zbyt mi się podobał. Nie mogę powiedzieć, że nie było w ogóle żadnych fajnych momentów, bo były, ale plusy zdecydowanie nie przeważają minusów.

      Moim najczęstszym czytanym fanfiction jest, oczywiście, dramione, na palcach jednej ręki mogę wyliczyć jakiekolwiek inne.

      Zdecydowanie happy endy. Czasem tak sobie myślę, że te szczęśliwe zakończenia to takie oklepane... Ale jak przychodzi co do czego i ktoś zakończy sad endem, pukam się w czoło, ledwie widząc przez łzy i uświadamiam sobie, że wolałabym inne zakończenie. Takie bardziej happy. Chociaż, niektóre opowiadania, kończące się smutno, też zaliczam do mojej grupki "ulubionych".

      Czy to jest fatum... nie wiem. Ale umierają i to niejednokrotnie. Zarówno w fanfiction, książkach, jak i filmach, co powoduje niekończące się rozpamiętywania oraz ciche groźby w kierunku autora... Żadnych z nich nie wcieliłam w życie, dodam dla uspokojenia.
      Jeszcze nie...

      Z nadzieją, że uznasz moje wywody za satysfakcjonujące, pozdrawiam serdecznie i dziękuję za Twoje zapytania

      Vi

      Usuń
  3. Jakie są twoje marzenia? Te małe i te duże? Oczywiście takie, którymi chcesz się podzielić? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedno z tych pytań, na które odpowiedzi może być zaledwie kilka, jak i całe dziesiątki. Marzenia w pewnym sensie nas definiują, to kim jesteśmy w najgłębszych zakamarkach naszej duszy - w końcu mówią o naszych najskrytszych pragnieniach. Mogłabym Ci tu wypisać nieskończenie ciągnącą się listę marzeń i codziennie dopisywać kilka kolejnych... Nie mam pojęcia, dlaczego Cię to interesuje, ale wspomnę o kilku, małych i dużych. To chyba ważne, jeżeli kogoś znasz albo chcesz naprawdę poznać - żeby wiedzieć, o czym marzy.

      Jest jedno, jednocześnie niewielkie i ogromne, które niestrudzenie człapie za mną odkąd tylko pamiętam - przygoda. I nie mówię tu o wycieczce w góry. Odkąd byłam małą dziewczynką, chciałam być wróżką, czarować, robić te rzeczy, o których człowiek może tylko, no właśnie, pomarzyć. Chciałam panować nad wodą, zaklinać wiatr, tkać ogień albo po prostu rzucać naokoło kulami "mocy". Wyobrażałam sobie, że latam, sięgam do chmur. I chociaż piszę to wszystko w czasie przeszłym, wciąż o tym marzę. Gdybym mogła przenieść się do świata z opowieści, chociażby uniwersum Harry'ego Pottera, Percy'ego Jacksona, Avatara Aanga, Zrodzonego z Mgły, Władcy Pierścieni czy też Gwiezdnych Wojen (et cetera, et cetera, et cetera...) - zrobiłabym to, nawet jeśli musiałabym zostawić wszystko, co mam, za sobą. Może to niepoważne, samolubne czy w jakikolwiek sposób niekorzystne podejście, ale jakbym dostała taką szansę, nie zmarnowałabym jej. A przynajmniej mam taką nadzieję. To chyba jedyna wada w poznawaniu historii, opowieści (bardzo nie lubię określenia "książki") - rodzi się to pragnienie, pożądanie wręcz całej niesamowitości, o której się czyta. I jednocześnie jest to zaletą.
      Zdążyłam przy okazji wymienić moje drugie duże marzenie - latanie. Tak fascynujące, uosabiające wolność w każdym możliwym znaczeniu, niepowtarzalne, wręcz obsesyjnie pociągające... Bo co to za lot, jeżeli jest się zamkniętym w metalowym pudełku w wypustkami? Właśnie umiejętność wzbicia się w powietrze jest mocą, którą zawsze najbardziej chciałam zdobyć - całe czytanie w myślach, panowanie nad żywiołami, jakiekolwiek inne dziwności, to też jest wspaniałe. Ale czysta moc w locie pośród gwiazd zasługuje na miejsce na szczycie. Może dlatego, że niewielu ludzi może doświadczyć tej wolności, a i tak jest ona zależna od wszelkiego rodzaju sprzętów.
      Cały czas mówię o tym, co największe i jednocześnie najbardziej nierealne, teraz więc dla odmiany coś przyciemnego. Całkiem małe marzenie, jak sądzę. Chociaż nie wiem, czy jakiekolwiek zasługuje na takie określenie - skoro już jest marzeniem, musi być ważne, a to oznacza, że musi być też duże. Widzisz, u schyłku moich dni, niezależnie od tego, czy będzie to po trzydziestce, czy około setki, chciałabym usiąść na bujanym fotelu, który zdążę przy okazji zakupić, popatrzeć do tyłu na całe życie, każdy rok na tejże ziemi i pomyśleć, całkowicie szczerze i w absolutnej zgodzie z samą sobą, że przeżyłam dany mi czas najlepiej, jak mogłam. Że każdy upadek był mi potrzebny, a każde powstanie czyniło mnie silniejszą. Że zdobyłam świat, nie wiem jeszcze, w jakim znaczeniu - może tym z dosłownych, wdrapałam się na szczyt, najwyższy punkt, na jaki człowiek jest w stanie wejść. Może w sensie metaforycznym, ale nie mam pojęcia, czego mogłoby to dotyczyć. Chcę żyć tak, żeby potem mieć co opowiadać, nawet jeżeli ktoś mnie wysłucha dopiero w zaświatach. Chcę być dumna z siebie ze świadomością, że stałam się osobą, o której powiedziałabym "wielka". Choć mam nadzieję, że nie będę mieć wtedy na myśli wagi.

      Usuń
    2. Pokuszę się jeszcze o jedno, tutaj ostatnie, bo i tak zdążyłam się już porządnie rozpisać. Żeby tylko rozdziały się tak szybko klikało... Pewnie to dość oczywiste marzenie dla kogoś, kto prowadzi bloga z opowiadaniem. Chcę stworzyć historię. Opowieść nad którą ktoś się kiedyś zachwyci, którą ktoś prawdziwie pokocha i zachowa po wieki w głębi serca. Może brzmi to trochę ckliwie, ale wystarczyłaby mi jedna taka osoba - zachwycona, żyjąca życiem mojej opowieści, mieszkająca w jej świecie, oddychająca jej powietrzem, śledząca jej bohaterów. Po prostu, kochająca. Takie moje zboczenie i jednocześnie jeden z podstawowych warunków, dzięki którym marzenie numer trzy bodajże może się spełnić.

      Mam nadzieję, że choć w pewnym stopniu zadowala Cię taka odpowiedź :)) I dziękuję bardzo za pytanie, które uważam za jedno z ważniejszych w życiu każdego z nas. Jeżeli nie jedno z tych kluczowych.
      Niech Moc będzie z Tobą,
      Vi

      Usuń

Template by Elmo