wtorek, 28 lutego 2017

2. Futro emocjonalne

Ogień od zawsze go fascynował. Niestałe płomienie, kiwające się języki, leniwie sięgające w górę. Świetlistymi mackami starały się zagarnąć jak najwięcej, chłonąć. Wydawały się jedną z najpotężniejszych sił, ale miały swoje ograniczenia — zawsze pozostawały przy ziemi. Mimo to, wystrzeliwały najwyżej, jak tylko mogły, jakby chcąc dostać się do nieba. Czy w takim razie ognie piekielne też płonęły w górę?
Jaskrawe czerwienie i pomarańcze stały się głęboko błękitne, miejscami szafirowe. Przyjemnie trzaskały, podtrzymywane samoistnie, bez żadnych paliw. Osadzone w kamiennej czarze, kielichu na wysokim postumencie, hipnotyzowały utkwione w nich spojrzenia. Dracon Lucjusz Malfoy siedział ramię w ramię z Harry’m Jamesem Potterem, spoglądając na magiczną konstrukcję. Sala była pusta, długie ławy i chropowate ściany nabrały niebieskiej barwy. Jedynie w pierwszym rzędzie, przed samym postumentem, dwójka uczniów w ciszy kontemplowała chwiejne języki, tak piękne i władcze. Uosabiały to, co Ślizgon z Gryfonem sobą przedstawiali — ogień lwiej natury i chłód w wężowym spojrzeniu.
— Myślisz, że warto? — Harry nie odrywał wzroku od szafirowych płomieni.
— Zawsze warto. Właściwe pytanie brzmi, czy to w ogóle możliwe? — Malfoy, nienagannie wyprostowany, przeczesał palcami rozwichrzone platynowe włosy. Każdy kosmyk sprawiał wrażenie ułożonego specjalnie w danej pozycji, nieład był równie idealny jak ład, ogień równie spokojny jak woda.
— Widziałeś, co się stało z Fredem i Georgem.
Draco powoli skinął głową.
— Mam jednak wrażenie, że w mojej głowie znajduje się coś więcej niż ruda pustka. — Pochylił się lekko w stronę Czary. —  Nie znasz może kogoś, kto byłby w stanie nam pomóc? Albo przynajmniej mi, jeśli nie jesteś zdecydowany?
— Nie wydaje mi się. — Harry przewrócił oczami. — Przecież analizowaliśmy to z tysiąc razy. Nie znajdziesz niczego, co mogliśmy pominąć.
— Jesteś absolutnie pewny? — Draco błysnął białymi zębami w przelotnym uśmiechu. — Bo miałem ostatnio wrażenie, że ktoś taki się koło ciebie kręci. Albo ty koło niego… kto was tam wie.
Chłopiec, Który Przeżył zmarszczył niepewnie brwi.
— No nie mów, że nie wiesz, o kogo mi chodzi. Kręcone i nieco upierdliwe? „Wie to wszystko”?
— Nie. — Czarnowłosy pokręcił zdecydowanie głową. —  Nie będę jej w to mieszał. Ma wystarczająco dużo na głowie.
— Na początku roku? — Prychnięcie. — Po prostu nie chcesz, żeby…
— Tak. — Harry spojrzał towarzyszowi w oczy. Jasne, stalowe. Poruszył się niespokojnie. — Nie chcę, żebyś ją obrażał. A wiem, że się nie powstrzymasz. Nie chcę, żeby potem płakała. Mniej by bolało, jakbyś ją uderzył.
— Ja i bicie kobiet? Poza tym, dobrze wiesz, jak jest. Słowo „szlama” wyszło z użycia już piętnaście lat temu, razem z końcem… zła. Trafiłbym do więzienia, a nie zamierzam powtarzać błędów przodków. — W głosie Dracona zabrzmiała nieprzyjemna nutka żalu, która jednak zniknęła szybciej niż się pojawiła. — Zdarzyło mi się raz, jeden. W pierwszej klasie. Lata temu. Nawet nie wiedziałem, że to obraźliwe.
Harry oparł przedramiona na kolanach.
— Ale to Ci nie przeszkadzało w wysyłaniu anonimowych liścików. A dobrze wiedziałeś, że jest moją przyjaciółką. Jak i twojej siostry.
Malfoy przejechał dłonią po bladej twarzy. Ostro zakończone kości policzkowe i mocno zarysowana szczęka w połączeniu z jasnymi oczami czyniły go wręcz niewyobrażalnie pięknym, jakby w jego urodzie zachowała się mała cząstka boskości, jeszcze z samego stworzenia. Platyny we włosach nie oddałaby żadna farba, żadne wyobrażenie nie równałoby się z rzeczywistością. Iskierki w spojrzeniu, niby nie z tego świata, błyskały wyraźnie, wraz z uczuciami Dracona. Chyba tylko one pokazywały prawdziwe oblicze, skrzętnie ukrywane przed światem. Zawierały w sobie tak rzadki uśmiech, który jednak Harry miał okazję oglądać i to niejednokrotnie. 
— Racja. Ale to tylko niewinne żarty. Niemożliwe, żeby przez to płakała..? — Cień niepewności zagościł na twarzy Ślizgona wraz z ostatnim zdaniem.
—Nie musisz wiedzieć. Po części się z tobą zgadzam, chyba ona jest jedyną osobą zdolną…
— Potter?
— Tak?
— Czy ty i ona…
— Malfoy. — Wyraźna kropka na końcu wypowiedzi aż zabolała. – To było dawno i nieprawda. Nie wydaje mi się, żebyś znalazł Gryfona, który się kiedyś w Hermionie nie kochał. Poza tym, rozmawialiśmy już o mnie i moich…
— Wiem. Chciałem się upewnić.
— Czy to znaczy, że ty..?
Draco uniósł jedną brew z tak charakterystycznym dla siebie wyrazem twarzy, że nikt nie mógłby go powtórzyć. Nie licząc Octavii, oczywiście. Malfoy to jednak Malfoy.
— Nie chce mi się wierzyć, że właśnie to powiedziałeś. — Schował ręce do kieszeni — Po prostu, lepiej, żeby zadanie nie było podszyte futrem emocjonalnym.
— Uhm, pewnie.
Ślizgon rzucił mu spojrzenie spode łba.
— Dobra, słuchaj, w Slytherinie też nie znajdziesz gościa… a nawet gościówy… znaczy, nie żeby każda… który kiedyś nie pomyślałby o Hermionie jako… no.
Harry uśmiechnął się szeroko.
— Rumienisz się.
— Wcale nie.
— Ależ tak.
— Oh, zamknij się, Potter.
— Jeszcze zabraknie ci mojego głosu.
Malfoy tylko pokręcił głową z uśmiechem.

****

— Bardzo dobrze, panno Granger. Pięć punktów dla Gryffindoru. — Profesor McGonagall zamknęła gruby wolumin, wzbijając przy tym gęste kłęby kurzu ze starych stronic. — To wszystko na dziś. Możecie się spakować.
Gryfoni niedbale powrzucali książki do transmutacji do szkolnych toreb i opuścili klasę, kotłując się przy drzwiach. Minerwa spojrzała na nich zza ronda wysokiego kapelusza. Neville, przy którym nagle pojawił się rudy kocur, opowiadał coś Seamusowi, żywo gestykulując. W ręce trzymał srebrną paczuszkę, prezent od rodziców, jeszcze nierozpakowany. Od rodziców, nietorturowanych i całkiem zdrowych. Od rodziców, którzy cieszyli się z sukcesów syna, czochrali go po głowie i martwili się o jego bezpieczeństwo. Rozpoznawali go. I nawet nie przyszłoby im do głowy, że mogłoby być inaczej.
Harry odgarnął gęste włosy z czoła, ukazując gładką skórę, niepoznaczoną żadną blizną. W domu, w Dolinie Godryka, państwo Potter czekali na świąteczną przerwę i powrót syna. Hagrid nigdy nie wiózł go na czerwonym motorze, aby potem oddać w opiekę Dursley’om. Znał syna Jamesa i Lily prawie od urodzenia, przywoził mu tort w każde urodziny. Jakoś tak się działo, że ciasto zawsze było zgniecione. A pelerynę niewidkę Harry dostał bezpośrednio od ojca, wraz z rozpoczęciem pierwszego roku nauki w Hogwarcie.
Dobrze się stało. Dobrze… Hermiona Granger jako ostatnia podniosła wypakowaną torbę z podłogi, podbiegając do Weasley’a i Pottera. Hermiona Granger, której na tym świecie została jedynie ciotka.
Wszystko ma swoją cenę, a czas pobiera opłaty bardzo skrupulatnie. Jedynie śmierć jest bardziej dokładna. Jedno uratowane życie za drugie odebrane. Jedno istnienie za wiele serc. Bo gdy ktoś odchodzi, nie tylko jego serce przestaje bić.  
Profesor McGonagall widziała jeszcze smukłe plecy Gryfonki, znikającej za drzwiami. Ona była wątpliwością — jej życie było ceną. Nikt nie wiedział na pewno, że walka z Voldemortem okazałaby się przegrana. Nikt nie mógł wiedzieć. A skoro śmierć i tak zbierze swoje żniwo, warto było zmieniać jej wybory? Państwo Granger byli mniej ważni od Potterów? Mniej zasługiwali na życie? Nie. Ale na razie nie zanotowano żadnych masowych mordów i nie zanosiło się na to. Chyba jednak byłoby to bez znaczenia dla Hermiony. I na pewno nie pochwalałaby faktu, że Minerwa postanowiła zabawić się w Boga. Co jak co, z jej różdżki wytrysnął śmiercionośny promień.
Jej usta wypowiedziały niewybaczalne słowa.
Ona musiała z nimi żyć.


****


— Hemiono?
— Uhm…
Gryfonka przeglądała wyjątkowo grubą księgę, aby zaraz odłożyć ją na miejsce i przewertować następną. Odgarnęła niesforne loki za ucho, marszcząc brwi w poszukiwaniu odpowiedniej strony.
— Bo widzisz… — Harry wsunął dłonie do kieszeni, nie wiedząc, jak przedstawić swoją prośbę. — Jest pewna… no, sprawa…
— Tak, ja też piszę dzisiaj esej z eliksirów. Nie, nie dam ci odpisać. Ronowi też nie. — Hermiona odłożyła wolumin i przeszła do następnego rzędu. Znała bibliotekę lepiej niż własną kieszeń, ale, jak na złość, w wakacje zmieniono ułożenie działów (poza Zakazanym) i nie mogła się w nich odnaleźć. Ani niczego, czego akurat potrzebowała. Zdecydowała się nie prosić pani Pince o pomoc, może w ostateczności. I tak wcześniej czy później musiała zapamiętać, co gdzie leży. Jej wybór padł na, jak zawsze, opcję „wcześniej”.
— Nie, nie chodzi o naukę…
— Wypracowanie z transmutacji też odpada. Siedziałam nad nim z cztery godziny… Co? — Gryfonka gwałtownie podniosła głowę znad trzymanej w rękach księgi. — Jeśli nie chodzi o naukę, musieliście się w coś wpakować. – Odłożyła wolumin i założyła ręce na piersi. — Co tym razem?
Jej niemałe podekscytowanie sprawą zdradzały tylko niebezpieczne błyski w czekoladowych tęczówkach, których tak obawiał się Ron.
— Właściwie to jeszcze nic…
Ciemna brew powędrowała w górę. Jednak nie tylko Malfoy jak Malfoy.
— No bo… — Harry nerwowo zaciskał pięści. — Widzisz… ja… i ekhem… nie da się ukryć.. mój… przyjaciel… Nie, nie Ron… Mamy taki ten, wiesz… pomysł. Tak, pomysł. Ale do jego… realizacji… potrzeba nam twojej… pomocy.
— A co to za pomysł? I co to za przyjaciel? — Brew wędrowała coraz wyżej.
— Znasz, znasz, oczywiście. Każdy zna, tak swoją drogą. Tak, znany… znany przyjaciel.
— Harry…
— W tym roku jest Turniej Trójmagiczny.
— Nic dodać, nic ująć.
— Nasza szkoła też będzie miała reprezentanta. – Potter rozluźnił się nieco.
— Doprawdy? Kto by pomyślał.
— I uczniowie mogą się zgłaszać.
— Nie sposób zaprzeczyć.
— Ale trzeba mieć określoną ilość lat… — Harry przygotował się do ostatniego punktu wypowiedzi, ale odpowiedź nadeszła, zanim padło pytanie.
— Nie. — Panna Granger zdecydowanie pokręciła głową. — Nie pomogę ci… wam… w warzeniu jakiegokolwiek eliksiru postarzającego, przekonywaniu starszych uczniów, robieniu wyłomu w barierze, czy o czym tam myśleliście. Turniej to nie żarty. Podobno ktoś kiedyś zginął.
Harry spojrzał na nią błagalnie.
— Proszę. Mówiłem ci, ile to dla mnie znaczy. Sama życzyłaś mi powodzenia…
— Nie sądziłam, że chodziło ci o ten rok!
— Hermiono. Kiedyś uznałaś, że udowodniłem, co mogę. Jestem lepszy niż niejeden uczeń, nawet z siódmego roku. Poradziłbym sobie. Pamiętasz trolla na pierwszym roku? Albo zwariowanego profesorka, który syczał po hogwarckich tunelach? Dementorów? Chciałbym, żeby mnie za coś zapamiętano. A najmłodszy zwycięzca Turnieju w dziejach to nie byle co. Wspomnieliby o tym w jakiejś książce… gazecie. Tak bardzo zależy mi na osiągnięciu czegoś. Czegoś nie byle jakiego.
Kasztanowłosa spojrzała w oczy przyjaciela i dostrzegła w nich odbicie własnych marzeń. Wszechogarniające pragnienie osiągnięć, spełnionych celów, urzeczywistnionych snów. Nieodparte pożądanie przygody, niebezpieczeństwa, wygranej. Dążenie do tego, co zwano męstwem, do stania się postacią, o której mówią „bohater”. Czytała setki mugolskich historyjek o niezwyciężonych rycerzach, pokonujących smoki, o poszukiwaczach przygód, zapuszczających się w niezbadane części świata. Wiedziała, że na prośbę Harry’ego jest tylko jednak właściwa odpowiedź.
— Dobrze. Pomogę ci. Chyba nawet wiem jak.
Harry skinął głową, uśmiechając się szeroko.
— Nam. Nawet nie wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy.
— Ale mam warunek.
— Cokolwiek zechcesz.
— Moje nazwisko też wrzucimy do Czary.





Dla wszystkich, którzy mówią, że jestem głupia. Dziękuję Wam.

"Moc jest we mnie, ja jestem silna Mocą."

Vi


10 komentarzy:

  1. O, to chyba mi dziękujesz, no proszę Cię bardzo. To jest tak na prawdę pierwsze Dramione, którego nie zostawiłam po pierwszym rozdziale, które mnie wciągnęło i ahsgjsgus... Okej, dalej

    OdpowiedzUsuń
  2. W każdym zdaniu, które piszesz jest jakaś tajemnica, ciagle cos przed nami zatajasz. To ozywiscie plus, ale chyba nie muszę mówić, jakie to jest frustrujące, z punktu widzenia czytelnika :D
    I fajnie opisujesz relację Pottera i Malfoya, a opisy piękna Dracona tak na mnie oddziałują, że juz jestem zakochana, no dziękuję ci bardzo!
    No i fajna była ta wstawka, jak Minerwa patrzy na Neville'a i Pottera i osieroconą Hermionę i mamy przypomnienie, ze ona widziała inna wizję teraźniejszosci... tak? Boże, zawsze boję się pisać takie rzeczy w komentarzach bo potem wychodzi, ze czegoś nei zrozumiałam, albo przeoczyłąm jakiś akapit i robię z siebie durnia. Ilekroś będę tu u ciebie komentować to miej na uwadze mą wrażliwość, zaim mnie wyśmiejesz xd
    A ja mimo wszystko cały czas zapominam, ze Harry jest teraz przecież zwykłym uczniem, bez blizny na czole, którego nikt nie zna i nikt nie czytał o nim w gazetach... Jest spora ironia w tym, ze teraz czuje potrzebe, żeby go umieszczono w ksiażce i żeby ludzie o nim pamietali, podczas gdy w innym scenariuszu chciał tylko być normalny i żeby go wszyscy zostawili w spokoju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, ona widziała inną wizję teraźniejszości, to, co się działo przed cofnięciem czasu, więc bynajmniej na durnia nie wychodzisz. A Twoje komentarze cieszą mnie przeogromnie :D Dziękuję, że jesteś

      Usuń
  3. Hej :D
    Czekaj... dobrze rozumiem, że Harry jest normalnym chłopakie bez blizny, wszelkiego uznania i przyjaźni się z Malfoyem? Uwielbiam to <3. Taka nowa odsłona dodaje znacznej świeżości starej historii i większego zainteresowania opowiadaniem.
    Podobnie jak Lithine urzekł mnie opis Malfoya :3. Zauroczyłam się Twoimi opisami. Po prostu je kocham :D.
    Jestem ciekawa jak dalej potoczy się ta historia. Jak Hermiona wymyśli plan na to głosowanie i czy ona przypadkiem nie wygra? Tak samo chciałabym bliżej poznać relację Octavii i Hermiony i przeczytać ostrą wymianę zdań pomiędzy bliźniakami XD.
    Batie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serce mi urosło do takich rozmiarów, że ledwo się we mnie mieści... A to wszystko przez Ciebie. A może dzięki Tobie?
      Rozumiesz jak najlepiej, powiem więcej - lepiej się nie da. Relacja Octavii i Hermiony się jeszcze gdzieś pojawi, chociaż to taki wątek poboczny z pobocznych. A i owej wymiany się doczekasz, jak sądzę :D

      Zdrówko

      Vi

      Usuń
  4. W tym rozdziale moja podświadomość i wyobraźnia nie nadążają za akcją. Dzieje się dużo, za dużo jest zakryte, bo od razu rodzą się we mnie pytania, na które nie mogę poznać odpowiedzi. A o tych pytaniach będę teraz pisać.

    Voldemort został zabity przez McGonagall, to jasne, nie pomijając oczywiście faktu, że horkruksy jednak mu zostały, bo o ich zniszczeniu nie było jak dotąd mowy; skąd zwariowany Quirrell w lochach i jego potyczka z Potterem? Czy pod turbanem ukrywał się Voldemort czy też nie? To jeden problem, który mnie męczy. Drugi to sformułowanie, którego użyłaś gdzieś na początku, mianowicie "Chłopiec, Który Przeżył zmarszczył niepewnie brwi."; skoro Harry ma rodziców, którzy żyją sobie spokojnie w Dolinie Godryka, on nie ma żadnej blizny, to jak mógł zostać namaszczony przydomkiem "Chłopca, Który Przeżył"? Wiem, że powyższego zwrotu używa się na masową skalę w opowiadaniach, jednak ono w ogóle tu nie pasuje, przynajmniej w moim odczuciu. Bo Harry zwyczajnie żył, a nie przeżył, wnioskując z rozważań McGonagall.

    Najważniejsze, bo później o tym zapomnę, a jednak nie chcę, by mi to umknęło. Po tym rozdziale nasuwa mi się na myśl, że Hermiona zostanie Potterem w spódnicy. Straciła rodziców, wychowuje ją ciotka, na dodatek chce wziąć udział w Turnieju Trójmagicznym, gdzie normalnie nigdy by na coś takiego nie przystała. Czas pokaże, czy moje domysły były prawdziwe.

    W tym rozdziale, wracając do przemyśleń z poprzedniego, Malfoy zaczyna być Malfoyem, a jego odzywki idealnie oddają złośliwy charakterek. Wcześniej było tego za mało, samolubność i zgryźliwość pojawiła się, ale jednak gdzieś dało się wyczuć jego przywiązanie - nie wiem, jak inaczej mogłabym to nazwać - do siostry. W związku z powyższym odkryłam swój dylemat; to nie za mało zaznaczony charakter Dracona jest u mnie problemem, ale Octavia, której istnienie samo w sobie jest dla mnie kłopotliwe. Ale nie oceniam jej za bardzo i nie krytykuję za to, że jest; jak mówiłam, chcę zobaczyć, jak kreujesz jej postać od zera, wtedy dopiero będę mogła powiedzieć nieco więcej na jej temat.

    Ja bym nie wyskakiwała od razu z przyjaźnią, jeśli chodzi o Harry'ego i Draco; ich rozmowa była bardzo na miejscu, różna od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni, niewykazująca oznak wzajemnej nienawiści. Jednak od razu przyjaźń? Trochę chyba pozostałych czytelników poniosło z emocji. Jednak, mimo że pomysł ciut oklepany, podoba mi się i chcę zobaczyć, co z nim dalej zrobisz.

    Przechodząc do błędów, strona podana prze ze mnie w komentarzu pod pierwszym rozdziałem bardzo Ci się przyda. Wtedy nie byłam pewna, czy to pomyłka na klawiaturze, czy problem, z którym ma do czynienia większość amatorskich twórców, w tym ja, bo czasami dalej się upewniam, czy zapisuję jakieś nazwisko bądź imię dobrze; teraz już wiem, że to zwykła nieświadomość, której można się pozbyć zaledwie w kilka minut. Jest jeszcze jedna strona, nie mogę jej teraz znaleźć, która mogłaby Ci pomóc opanować odmianę; jak sobie przypomnę, to z pewnością gdzieś ją umieszczę.

    Czytając na telefonie jest dla mnie zrozumiałe, że tekst może wyglądać inaczej, niż na laptopie, jednak akapity musisz zaznaczać wyraźniej; one zlewają się trochę z treścią, ledwo je widać, a tak być nie może. W tej kwestii pomocny jest tabulator - umieszczony nad klawiszem Caps Lock.

    Ja nie wiem, czemu te komentarze wychodzą mi takie długie. Staram się mówić o wszystkim jak najkrócej, a wychodzą takie litanie. Mam nadzieję, że nie jest to problemem, ale postaram się jakoś ograniczyć swe wywody do minimum.

    Pozdrowienia i do zobaczenia,
    Realistka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, to, co się działo w latach wcześniejszych zostanie kiedyś wyjaśnione, zapewniam. Jeśli chodzi o "zwariowanego profesorka", mowa tu o drugim roku nauki i o Lockharcie, wtedy w wersji oryginalnej bazyliszek syczał po hogwarckich tunelach. Winię tu siebie samą za niedokładność...

      Nie bój żaby, Hermiona Pottera nie zastąpi, w końcu Harry to jednak Harry. A sama ciotka... pojawiła się o niej na razie tylko krótka wzmianka i wydawać by się mogło, że to już koniec. Ale, jak to mówią, pozory mylą, ciotka panny Granger bynajmniej nie ma nic wspólnego z ciotką Pottera, jeśli chodzi o jej rolę w tym wszystkim.

      Zalał mnie pokaźny strumień ulgi, skoro Malfoy zaczyna być Malfoyem. To chyba kwestia fundamentalna.

      Przyjaźń Draco i Harry'ego jest kolejnym dowodem zmiany, kolejną, że tak powiem, konsekwencją. Ale uznaję ją za ważną, dla mnie osobiście, pewnie dlatego "wyskoczyłam" z nią od razu.

      Ową stronkę mam już w zakładce, zaraz ulżę Twoim porażonym błędami oczom.

      Ktoś mi już kiedyś o akapitach wspomniał, ale to wleciało szybko i zaraz wyleciało, dziękuję za zwrócenie na powyższą kwestię uwagi.

      Czuję się zobowiązana do zapewnienia, że litanie mi w żaden sposób nie przeszkadzają, więc jeśli tylko masz na takowe ochotę - ja problemów nie widzę, a chodzą plotki o moim sokolim wzorku.

      Gorące pozdrowienia

      Vi

      Usuń
  5. No i jestem po kolejnym rozdziale!
    Mam dwóch faworytów co do tego, kto zostanie wybrany jako reprezentant w turnieju :D
    Tak jak poprzedniczkom, bardzo podobał mi się opis Dracona oraz przedstawienie, jakie zmiany względem kanonu zaszły w bohaterach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zdradzisz, kim są ci wybrańcy? :D

      Pozdrawiam gorąco (chociaż akurat emisję letniego ciepła bym ograniczyła),
      Vi

      Usuń
    2. Oczywiście, Hermiona albo Draco! Na Harry'ego bym nie stawiała, zbyt kanonicznie :D nie doczytałam dalej, wiec to nadal tajemnica!

      Usuń

Template by Elmo